Kiedy w związku dochodzi do zdrady, wśród chaosu emocji i myśli zdradzona osoba zmaga się z poczuciem utraty zaufania do partnera. Ma tendencje, aby odbudowywać zaufanie poprzez wzmożoną kontrolę tego, który zdradził. O tym, czy kontrola partnera jest dobrym pomysłem na odbudowę zaufania w relacji, zastanowimy się w dzisiejszym wpisie.

Związek między partnerami opiera się na tym, co czujemy w stosunku do siebie, co o sobie wzajemnie wiemy i myślimy. Na wiedzy o wspólnych przeżyliśmy, zobowiązaniach i wizji dalszego życia we dwoje. Związek to również pewien rodzaj umowy, jaką ze sobą zawieramy. W wielkim skrócie umowa ta odnosi się do tego, w jaki sposób traktujemy siebie nawzajem i czego od siebie oczekujemy. Co nam wolno, a gdzie stawiamy granice. I nie chodzi mi o formalną umowę, która została spisana na papierze i podpisana w obecności 3 świadków. Myślę o tego rodzaju wiedzy, która pozwala dostosować nasze zachowania i reakcje w taki sposób, aby dbać o jakość relacji. Za każdym razem, gdy myślimy, że nasz partner/ka nie zrobiłby/łaby nam tego i owego, lub gdy sami zachowujemy się z uwzględnieniem partnera, wykorzystujemy tę umowę. Zdrada to tak poważne naruszenie umowy, że dochodzi do jej zerwania.

***

Świadomość, że partner mnie zdradził sprawia, że tracę wiarę w naszą umowę. Podważam to, co wiem o nas, o nim/niej, o mnie. Podważam to, co było między nami wcześniej, to co jest teraz oraz to, co sobie myślę o przyszłości. Znajduję się w ruinie. I na tych gruzach pojawiają się we mnie różne myśli, emocje, pomysły. Część mnie chce z tym skończyć. Dać sobie spokój z próbami ratowania tego związku, ponieważ tam już nie ma czego ratować. Część mnie, raz mniejsza, a raz większa, chciałaby dać jeszcze szansę tej relacji. Instynktownie czuję, że najtrudniejsze, z czym muszę się zmierzyć, to utrata zaufania do niego/niej.

On/ona wyraża skruchę i żal za to, co się stało. Deklaruje chęć naprawy tego, co nas łączy. Z różnych powodów postanawiam spróbować. Więc skupiam się na odbudowywaniu zaufania. Potrzebuję zdobyć pewność, że on/ona już więcej tego nie zrobi. Nigdy. Już nie chcę roztrząsać tego, co się stało. On/ona też nie. Udajemy, że to już dawno za nami i staramy się żyć, jak dawniej. Tylko we mnie siedzi ten niepokój i czujność.

Więc obserwuję. Czy on/ona znów zachowuje się dziwnie. Czy patrzy mi w oczy, okazuje mi czułość i jest otwarty/ta, tak jak dawniej. Żądam aby on/ona okazywali mi swoje dobre intencje. Jego/jej gorszy dzień to dla mnie sygnał alarmowy i powód do rozpaczy.

Wiec sprawdzam, czy on/ona wraca do domu o normalnej porze. Czy zatrzymuje się gdzieś po drodze. Czy faktycznie jedzie na myjnię samochodową, robi zakupy, czy wychodzi ze znajomymi do pubu. Nalegam, aby udowodnił/ła, że faktycznie tak było. Najlepiej, aby pokazał/ła paragon.

Więc żądam dostępu do telefonu, konta na facebooku, komputera i maili. Nawet obiecuję, że nie będę specjalnie patrzeć. Ale dobra okazja staje się pokusą nie do odparcia i drżę nad każdą wiadomością, w której on/ona okazali komuś sympatię i zainteresowanie. Lub odwrotnie, on/ona wprost namawia mnie do sprawdzania smsów czy maili. Tylko ja wiem, że co to za problem mieć drugi telefon lub osobną skrzynkę. I tak skorzystam z okazji, aby przeszukać mu/jej kieszenie.

Żądam, aby na facebooku umieszczał/ła dużo informacji o nas, że jesteśmy razem. Aby tapeta na telefonie przedstawiała naszą rodzinę. Tak, aby inni wiedzieli, że jesteśmy razem!

Ale czy to wszystko sprawi, że nabiorę zaufania? Po jakim czasie poczuję, że ufam? Dlaczego czuję coraz silniejszą potrzebę, aby kontrolować?

Dlaczego on/ona, po początkowej zgodzie, teraz broni mi dostępu? Zmienia hasła, chowa telefon? Dlaczego wyrzuca mi, że czuje się kontrolowany/na? Przecież zgodził/ła się na to?

Kłócimy się. Coraz częściej. Ja czuję, że tracę grunt pod nogami. Nie wiem, dlaczego on/ona zabrania mi dostępu do swoich telefonów, komputerów, kont społecznościowych. Nie wiem, dlaczego tak się wścieka, kiedy pytam go/ją, gdzie był/ła? Dlaczego coraz częściej mnie odpycha? Najbardziej boję się, że on/ona znów mnie zdradza. Ta niepewność mnie dobija.

On/ona deklaruje, że nie potrafi żyć pod taką kontrolą. Czuje się obserwowany/na i rozliczany/na z każdego gestu, lepszej i gorszej chwili. Ma poczucie, że utracił/ła prywatność i że nic nie jest w stanie odbudować mojego zaufania. Czuje się jak człowiek, którego skazano w zawieszeniu, a teraz oczekuje się na pierwszej większej wpadki, aby wykonać wyrok. Nie potrafi żyć w nierównej pozycji osoby, która zawaliła, która okazała się być moralnie gorsza. Rośnie więc w niej złość. Wcześniej było w nim/niej więcej poczucia winy. Teraz złości się na nowe ograniczenia, które mu/jej wprowadzam. Zarzuca mi, że mieliśmy żyć, tak jak dawniej, a ja zachowuję się jak inkwizycja. On/ona już też mi nie ufa. Już nie wieży, że będzie jak dawniej.

Czy on/ona nie rozumie, że ja tylko chcę odbudować swoje zaufanie? Że bez tej kontroli niepewność mnie zabije? Że bez niej nie umiem trzymać razem tych kawałków, które ocalały z naszej relacji? Że wolę dowiedzieć się najgorszego, niż znów dać się tak zaskoczyć? I że podświadomie przygotowuję się na najgorsze? Mieliśmy żyć, jak dawniej, a teraz nawet nie umiemy normalnie ze sobą porozmawiać.

***

W takiej atmosferze złości, zarzutów i pretensji zaufanie nie chce urosnąć. Za to maleje cała motywacja, która pchała nas w kierunku ratowania związku. Próby kontrolowania partnera są naturalną reakcją na utratę zaufania i gruntu pod nogami, w przypadku gdy ktoś, komu ufamy nas zdradza. Naturalną, nie oznacza skuteczną. Najczęściej prowadzi do wzrostu własnego lęku, gdyż na każdy obszar, który udaje nam się kontrolować, mamy w głowie kilka, nad którymi tej kontroli już nie posiadamy. Obawiam się też, iż nigdy nie zdobędziemy całkowitej kontroli nad zachowaniem drugiej osoby. Dostaniemy hasło do telefonu, to będziemy się bać, że tym razem umawia się z kochankiem/ką przez maila. Przeglądniemy jego/jej zdjęcia ale będziemy chcieli sprawdzić też, co pisze na facebooku. Zamieni delegacje na dłuższe godziny pracy w biurze, będziemy się zastanawiać, czy rzeczywiście tam pracuje. Stopniowo zaczynamy się lękać, czy zwykły uśmiech do obcej osoby to już próba flirtu? Czy awantura w domu i nocowanie na osobnej kanapie to już ostateczny dowód, że on/ona nas już nie kocha?

Osoba, która zdradziła, również kipi od różnych emocji. Wstyd, poczucie winy i złość na siebie i innych to tylko wierzchołek góry lodowej. Nawet szczera chęć poprawy może zostać zniszczona przez ciągłą inwigilację, którą odbiera jako karę za to co się stało i ciągłe przypomnienie, jak dużo w życiu zawaliła. Taka kontrola prowadzi do zniszczenia relacji partnerskiej. Osoba zdradzona, “moralnie wyższa”, patrzy na zdradzającego “z góry”. Jak rodzic, który kontroluje, czy dobrze się zachowujemy. A nic tak nie złości, jak bycie kontrolowanym przez coś, co utożsamiamy z własnym rodzicem. Poprzez swoją złość i bronienie się przed kontrolą osoba, która zdradziła często walczy o ocalenie własnej niezależności i tego, aby w tym związku postać równoważnym partnerem. Złość zagłusza poczucie winy i wspaniale pomaga przerzucić odpowiedzialność za kryzys w związku na partnera. Przecież jak nie zdradzać, jak się żyje pod jednym dachem z takim tyranem? Sam/sama się prosi o kłopoty.

Oczywiście są pary, które potrafią wspierać odbudowę zaufania po zdradzie poprzez udostępnienie swoich telefonów, kont społecznościowych i innych, prywatnych rzeczy. Bez złości i odbierania tego jako ataku na niezależność. Jednak te pary, z którymi pracowałam, traktowały to jako dodatek do całej pozostałej pracy, jaką wykonali nad sobą. W ich przypadkach kontrola w tym obszarze nie prowadziła do odbudowy zaufania od podstaw, lecz traktowana była jako deklaracja już posiadanego zaufania. Była oznaką dobrowolnej otwartości. Niewymuszonej i najczęściej niewykorzystywanej. Te pary, którym udało się odbudować relację, zanim udostępniły swoje konta, telefony i hasła już nie miały potrzeby z tego korzystać.

W jaki więc sposób skuteczniej podejść od pracy nad odbudową zaufania? Owszem poprzez kontrolę. To jest naprawdę dobry pomysł. Jednak nie tam, gdzie nam się ona domyślnie włącza. Zacznijmy kontrolę od…

***

Od otwartej rozmowy. O tym, czego tej osobie, która zdradziła, brakowało w tej relacji. Co chciała zaspokoić? Jakie jej potrzeby i pragnienia w ten sposób nasycała?

Od rozmowy ze sobą. Co te potrzeby partnera/rki dla mnie znaczą? Czy potrafię mu/jej to dać? Jeśli nie, co musiałoby się stać, aby to było możliwe?

Prowadzi nas to do pytań odnośnie naszych własnych potrzeb. Czego w tym związku nie ma, a czego ja potrzebuję do tego, aby być w stanie zaspokoić tamte potrzeby partnera/rki? Czy z kolei on/ona potrafi mi to dać?

I znów wracamy do rozmowy. Czego on/ona potrzebuje, aby dać mi to, czego potrzebuję ja? Czy będziemy sami potrafili to sobie dać, czy potrzebujemy pomocy, aby się tego skutecznie nauczyć?

Drogą do stworzenia zaufania jest odbudowa tego co wiem o nim/niej, o sobie i o nas jako parze. Potrzebna do tego jest wiedza o tych częściach siebie i drugiej osoby, która do tej pory była dla nas zamknięta. Jeśli będę wiedzieć, że on/ona poza związkiem szukali x, np. bycia zauważonym/ną, postrzeganym jako osoba atrakcyjna, udowodnieniem, że jest się w stanie wzbudzać podziw, będę wiedzieć, czego mój partner tak naprawdę potrzebuje. Zrozumiem co go/ją napędza i będę w stanie określić, czy mogę mu/jej pomóc zaspokoić tę potrzebę. To również jest forma kontroli, której tak potrzebujemy, lecz w zupełnie innym obszarze. Być może będę w stanie zaspokoić tę potrzebę partnera/rki lub nie, a wtedy trzeba będzie ustalić, w jakiej innej formie ta potrzeba może być zaspokajana tak, aby nie zdradzać już więcej.

Może być i tak, że bardzo ciężko będzie znaleźć taką formę zaspokajania potrzeb partnerów, która nie będzie traktowana przez nich jako zdrada. Przykładowo partner zdradza z powodu swoich preferencji seksualnych, których nie jest w stanie zaspokoić w związku z nami. My nie jesteśmy w stanie dostosować się do jego potrzeb, a zaspokajanie ich z inną osobą jest dla nas niedopuszczalne. Możliwe jest renegocjowanie umowy, czym jest zdrada. Bywa i tak, że nie dojdziemy do porozumienia i trzeba się będzie rozstać. Jednak takie rozstanie jest zupełnie innym przeżyciem, gdyż nie dręczą nas myśli o tym, czego nie mieliśmy i dlaczego tak się stało. Nie ma przerzucania odpowiedzialności za rozpad relacji, a zrozumienie drugiej strony pozwala na tyle ustosunkować się emocjonalnie, aby szybciej zamknąć ten rozdział i pójść dalej.

Odbudowa zaufania zaczyna się od lepszego poznania drugiej osoby i nas samych. Od skierowania potrzeby kontroli na to, co stoi za zdradą. Na utrzymaniu relacji wyrównanej, partnerskiej. Na zrozumieniu. Wreszcie odbudowa zaufania zaczyna się od rozmowy. I od pracy. Własnej.